Wymiana poglądów z udziałem Marcina Korolca (Polskiego Ministra Środowiska) cz.III emisja CO2



J. Hibner: Jak co roku, Parlament przygotowuje rezolucję dot. szczytu klimatycznego. Najważniejszym jest, żeby istniało globalne porozumienie. Możemy ustalać różne cele, ale jeżeli nie będą one miały poparcia w następnych latach, to możemy powiedzieć, że nie będziemy mieć korzystnych efektów i nie rokowań dla jakiejkolwiek współpracy. W przyszłym tygodniu będzie przyjmowana rezolucja i przedstawiciele innych frakcji deklarują jej poparcie. Należy zdawać sobie sprawę, że najważniejsze jest, żeby inni też
chcieli chcieć. Wspominał Pan Minister, że prowadzone są rozmowy. Na jakim poziomie i z kim są prowadzone te rozmowy i jaki jest ich wynik? Trzeba dyskutować, jednak jeżeli nie ma konkretnych wyników, to należałoby przyznać, że to był falstart, który niczego nie wniósł.

L.McAvan: Czy odnotowują Państwo zmiany w polityce Baracka Obamy tj. braku zaangażowania?

C.Lepage: Czy Polska może nas zapewnić, że w ramach jej prezydencji, sytuacja będzie wyglądała inaczej niż dotychczas? Czy podpiszą się państwo pod przedstawionymi celami, o których była mowa?

Marcin Korolec: Można odpowiedzieć na pytania odnośnie elektrowni w Polsce, ale nie tu, bo dziś należy się skoncentrować na porozumieniach globalnych i spotkaniach COP 19 oraz nad tym, jak rozumiana jest rola Warszawy w tym procesie i dlaczego to spotkanie jest takie ważne. W odróżnieniu od obecnego systemu, ta nowa umowa ma obowiązywać wszystkich od 2020 roku. Wiemy także, że ma być zawarta w ramach konwencji („under the convention”), w związku z tym, musi zawierać wszystkie jej zasady, w tym m.in. zasadę zróżnicowania zobowiązań i odpowiednich możliwości poszczególnych państw. Polska w tym procesie może i chce mieć miejsce szczególne dlatego, że przez początek naszej transformacji, która miała miejsce prawie 25 lat temu, kraj rozpoczynał swoją drogę w gronie państw rozwijających się. Jako państwo demokratyczne, rozumiemy obydwa obszary. Jesteśmy pomostem między dwoma światami państw rozwiniętych i rozwijających się. Zasadniczo rozumiemy problemy dwóch grup politycznych. Lista partnerów biznesowych jest nadal w przygotowaniu. Pomysł na to, żeby zapraszać do rozmów przedstawicieli przemysłu wzięło się z tego, że przez ostatnie 19 lat tych konferencji miały miejsce dyskusje, które dają rezultat taki, jaki jest obecnie, czyli niski pułap redukcji emisji CO2. Bez rozmów z przedsiębiorcami nie zajdzie się daleko, bo zawsze znajdzie się państwo, które będzie chciało iść w swoją stronę, przez co przemysł się zdelokalizuje. Europa ma ofertę nie tylko 20 % redukcji emisji, ale także ma uzgodnioną ofertę 30 % z 2007 roku, o ile porozumienie globalne nastąpi. Wydaje się, że negocjowanie technologią przykładu jest nieskuteczne. Widać to w negocjacjach handlowych np. rundy Doha 2012, gdzie rynek rolny Polski został otwarty na inne państwa, jednak negocjacje klimatyczne pokazały, że nie wszystkie państwa chcą tego samego. Potrzebny jest nowy instrument w 2020 roku, który będzie dotyczył wszystkich. Istnieje przywiązanie do osiągnięć negocjacyjnych z Kioto reprezentowanych przez partnerów ze Stanów Zjednoczonych. Po naszej stronie Atlantyku mamy paradygmat drogiej energii – nie poprowadzi nas to w dobrym kierunku. Po drugiej stronie istnieje paradygmat taniej energii przy procesie industrializacji USA oraz redukcji CO2. Dzisiaj Amerykanie negocjują umowę o wolnym handlu i jeżeli ta umowa pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi miałaby dojść do skutku, trzeba znaleźć nowe porozumienie. To porozumienie powinno być proste, pozwolić negocjatorowi danego państwa powrócić do swojego kraju i ratyfikować dokument w swoim państwie. Ważne jest to, żeby porozumienie wynegocjowane w Paryżu było na tyle atrakcyjne dla danego państwa, by Parlament zdecydował się na jego implementację. Proces decydowania w systemie Narodów Zjednoczonych jest inny, niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Poddawany jest pomysł, przedstawiane są opinie, decyzje zaś, wydawane są przez partie, a nie poszczególne państwa. W systemie ONZ, głosowanie jest większościowe, państwo członkowskie albo daje veto lub nie implementuje, jeżeli się na to nie zdecyduje. Powinno się szukać rozwiązań, które będą odpowiednie dla ministrów i w momencie, kiedy wracają do kraju, będą w stanie przedstawić ten plan, jako ich własne porozumienie. W obecnym systemie się tak nie da. Jeżeli datą graniczną będzie Paryż 2015 r., tekst w językach konwencji musi być znany, żeby mógł zostać przyjęty w połowie roku 2014 r. Jego fundamenty muszą być przedyskutowane i określone w Warszawie, inaczej ten kalendarz negocjacyjny nie jest w stanie dojść do skutku. W zamian za uzgodnienia tutaj, będzie można przeprowadzić pewne ustalenia dotyczące struktury tego porozumienia.